Wygodny ateizm
lis 102017Ateizm jest wygodny, twierdzi wielu wierzących. Czy aby na pewno? Przyjęcie odpowiedzialności za swoje życie i działanie ma być tą wygodą? Bez możliwości usprawiedliwienia się „grzeszną naturą”, wskazania na „diabła” czy „wolę bożą”?
Wierzący mają potężnego, wszechmogącego opiekuna, do którego mogą zwrócić się z każdym problemem, który jest dla nich źródłem ukojenia i wsparcia w trudnych chwilach. Ateiści go nie mają. Czy zdaniem wierzących ten brak jest wygodny?
Teista ogłasza, że jego głównym obowiązkiem i cnotą jest wiara. Cóż, wiara to przyjmowanie nie popartych dowodami twierdzeń i nieweryfikowalnych prawd objawionych. To jest dopiero wygoda – nie trzeba dociekać, analizować, podawać w wątpliwość. Wygodne, jak w kościelnej pieśni, którą do dziś pamiętam: „zmysły i rozum wiarą ukorzyć trzeba” – a ukorzone nie muszą już pracować. Wystarczy wierzyć.